środa, 16 listopada 2016

Moje życie? Niełatwo je opisać. Nie okazało się tak wspaniałe, jak to sobie wymarzyłam, ale też nie skończyłam jako dziewczynka na posyłki. Podejrzewam, że można by je porównać do rynku obligacji: dość stabilnie, więcej zysków niż strat, z czasem wykazujące tendencję zwyżkową.

W pracy duży ruch. Znowu robią mi się zaległości, a ostatnio już zaczynałam się cieszyć, że wychodzę na prostą. Jakby tego było mało, to psuje nam się sprzęt. Drukarka zaczęła nawalać i ciągle mamy pod górkę.

Z M. całkiem nieźle mi się współpracuje. Jak trzeba to robi, jak trzeba to pogada i się pośmieje. Owszem, jest specyficzny, ale całkiem miły. Aż mi się go żal zrobiło, bo Pan B. ściągnął do nas do działu nowego pracownika. Więc jasne jest, że M. na dłużej miejsca u nas nie zagrzeje. Sprawa oficjalnie wyszła na jaw, bo kierownik przyszedł przedstawić nową dziewczynę. Trochę mi M. szkoda.

Weszliśmy w pracy na temat gustu M. odnośnie kobiet i okazuje się, że lubi blondynki. Jeden zero dla mnie.

***

Po pracy zajęcia z M. Powiem szczerze, że fajerwerków nie było. Pofikałam, ale nawet nieszczególnie się zmęczyłam. Na koniec trochę pogadałyśmy, zdałam jej szybką relację z wyjazdu do Warszawy i wygadałam się kiedy P. ma egzamin prawa jazdy. Nie wiedziałam, że przed innymi robi z tego taką tajemnicę. Głupio wyszło. Mam nadzieję, że M. mnie nie wyda.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz