wtorek, 15 listopada 2016

Cieszę się, że mogę Cię nazwać swoi przyjacielem.

D. jak mnie zobaczyła, to też stwierdziła, że schudłam. Cieszę się, bo jak tyle osób to mówi, to coś w tym musi być.

***

Prosto z pracy, z dyżuru, pojechałam na zajęcia do P. Ciągle się mylił, ale przynajmniej było wesoło, bo jak tylko się pomyli, to patrzy na mnie czy zauważyłam, a że jego choreografie mam w małym paluszku, to i śmieję się wtedy do łez. 

Wiem, że na zajęciach u P. się wyróżniam. Dziewczyny jak nie widzą jego kroków, to patrzą na mnie. Podchodzą, pytają o różne rzeczy dotyczące zajęć czy maratonów. Dopytują czy coś jeszcze tańczę, jak długo chodzę na zajęcia. Jest to strasznie miłe. Lubię być dobra w tym co robię, a wiem, że w tej grupie jestem najlepsza.

Po zajęciach poszliśmy razem z P. na przystanek. Po drodze śmialiśmy się, że jestem nadopiekuńcza, bo bałam się, że idąca z nami córeczka jednej z kursantek wybiegnie na ulicę. P. powiedział, że boi się o mnie, bo przechodząc na pasach myślał, że wchodzę pod jadący samochód. Wydawało mu się, że coś jedzie mimo, że ulica była pusta. Stwierdził, że o mnie bardziej się boi niż o małe dziecko. Dobrze wiedzieć, że jestem dla niego ważna.

Po P. przyjechała G. Słyszałam jak do niego mówi "weź ją". Jestem mu wdzięczna, że spytał czy jadę do domu, bo mogłam skłamać i odpowiedzieć "nie". Z G. miałam kiedyś ostrą wymianę zdań odnośnie transportu i obiecałam jej, że nigdy jej o transport już nie poproszę. Mam swoją dumę! Autobus jechał za kilka minut więc jej łaska była zbyteczna. 

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz